Anatomia Zła – Recenzja

Jacek Bromski – człowiek idylla, znany również jako człowiek, który zepsuł Uwikłanie (jakby co – ja aż tak nie hejtowałam). W każdym razie – nie mój klimat, chociaż nie jestem jedną z osób, która uważa, że Bilet na Księżyc był aż tak fatalny jak nie był. Aż tak fatalny nie był. W każdym razie – takie resume jak u pana JB skutecznie temperuje oczekiwania. Poszłam więc na Anatomię Zła gotowa bardziej na zło niż na cokolwiek innego. I oczywiście zło otrzymałam, ale z przyjemnym lukrem w postaci Krzysztofa Stroińskiego. Więc jeśli komuś nie przeszkadzają tego typu zakalce to zapraszam.

Zacznę od tego, że według mnie to dobry film dla casuali. Czyli dla tych, którzy do kina pójdą, bo akurat na Bogowie 2 Żyć nie umierać już byli. I ci ludzie pójdą, trochę im się może ponudzi, ale w końcu #cycki, więc jest ok.

Bo to mogła nie być zła historia. Że rozumiecie, jest starszy pan snajper i ma robotę do zrobienia, ale, że niestety nie widzi już tak jak kiedyś (z nieukrywaną satysfakcją krótkowidza od dwudziestu lat stwierdziła Ania), to musi zatrudnić młodego snajpera ze Stargardu, a wcześniej jeszcze z Afganistanu. To jest naprawdę historia z potencjałem i można z niej było zrobić ciekawe 80-minutowe kino. Ale nie, nie, nie! Jak to taka historia bez jakiegoś fabularnego babola w postaci psycho-dziennikarza Krzysia Czeczota. Tutaj należy zaznaczyć, że Krzysio Czeczot jako taki filmowo zawsze i wszędzie, ale pokazywanie, że Stroiński faktycznie jest zły bo zabił pana dziennikarza (i babę ze wsi) to jakaś przeginka.
Panie Jacku Bromski my i tak już lubimy Stroińskiego bo odzian on w kurtkę-emerytkę. Nie ma opcji nie lubić kogoś w kurtce-emerytce. Więc musztarda po obiedzie, paprykarz w windzie (a tutaj takie zgrabne nawiązanie do tego, że województwo zachodniopomorskie włożyło hajs w film, który pokazuje, że kurier szczeciński to dziennikarstwo nagonkowe).

Jak już ciśniemy po fabule do przy okazji zahaczmy o straszliwy problem tego filmu jakim jest bezsensowny wątek pań prostytutek. Najpierw pojawia się pani prostytutka u Krzysztofa S. (bo Bromski nam tym pokazuje jaki to zdeprawowany ciulek ten nasz miły starszy pan, ale my nie wierzymy bo kurtka-emerytka). Potem pojawia się pani Michalina, która jest piękna i smukła jak topola, ale gra mniej więcej na tym samym poziomie. Marcin Kowalczyk, aktor, który gra dobrze, a czasem gra super, w towarzystwie Michaliny niestety drewnieje – czy dialog przy barze może kandydować do najbardziej idiotycznej wymiany zdań w polskim kinie wypowiedzianej intonacją przedszkolaka na akademii?

Wątek władzy, układów i spisków jest tak potwornie nudny jako taki, że trudno było przewidywać, że uda się Anatomii Zła te sucharki zalać jakimś odkrywczym płynem. Ale w ramach blogerskiej przyzwoitości donoszę, że nie udało się. Są złe, bardzo złe.

No i właśnie. Wiecie jaki film można nazwać hucznym tytułem Anatomii Zła? Takie Siedem na ten przykład. Pan Fincher David na pewno wiedział, że robi wybitny film, a mimo to nazwał go Siedem. W ogóle nikt z wielkich nie daje rozbuchanych tytułów, bo po co. Nawet tytułowa Zbrodnia u Dostojewskiego to tak naprawdę jedynie Przestępstwo, więc może to nasz polska skłonność do Walenrodyzacji małych spraw w Wielką Sprawę. W każdym razie Anatomia Zła to tytuł-katastrofa i tytuł-pułapka, wpuszczający oczekiwania do windy, która w tym przypadku jest raczej rodem z Koterskiego i jedzie w bok. Z Cezarym Pazurą w komplecie. I z martwym Krzysio Czeczotem.

Najjaśniejszy moment filmu? Kiedy w momencie niedyskretnego product placementu Samsung Smart TV na ekranie zobaczyliśmy cudną literówkę w postaci „My accound”. No chyba, że to po japońsku. I wouldn’t know.

Mówiąc najogólniej, Anatomia Zła to film o tym, że Stargard Szczeciński to wiocha, w której nie oglądają telewizji i mówią „żem”. Jako mieszkanka miejsca, gdzie pizzę można mieć na „donos” Stargard Szczeciński, który ma 70 tysięcy mieszkańców, uznaję za metropolię. Jacek Bromski nie. I tutaj kolejny ukłon w stronę piniążków województwa zachodniopomorskiego promujących ów Klejnot Pomorza. Trudno się dziwić, że Stargard się ze słowem „Szczecińskim” rozwodzi.

A na sam koniec z serii „Tymczasem na Filmwebie”:

panowie to polskie kino,na polskie realia wydaje mi ze to bardzo przyzwoite kino,KRZYSZTOF KRAUZE,niestey nie zyje a jedeny wybitny polski rezys ktory zyje czyli WOJCIECH SMARZOWSKI,wszystkim polako nie dogodzi,ANATOMIA ZLA TO DOBRE KINO I kropka

I kropka.

About Ania Kitowska

Autorka opinii przyjmowanych przez aklamację i samozwańczy zbawca frekwencji na polskich filmach.