Baby Bump – (nie)recenzja

Kuba Czekaj. Ulubiony krótkometrażysta mojej mamy. Sentymentalnie, trochę boleśnie, trochę słońce przebija się przez olchy, trochę te fajne pomysły scenograficzne, trochę chłopak z brodą, trochę długo czekamy na debiut. A tu bum-bum, ani brody ani olch ani szczególnie sentymentalnie. Za to fizjologicznie i z Violettą Villas. To źle? Nie, to inaczej.

Co mówi lud na inaczej? Lud, w Filmwebowej tubie, mówi: „Film jest ordynarny, obrzydliwy, prostacki, obleśny, chamski, prymitywny.”

przecież ten film jest gówniany Filmwebowa recenzja o znaczeniu wielorakim

A czy ja się z ludem zgadzam? A gdzież tam. Nie zgadzam się, bo lud nie odpowiedział na jedno zajebiście ważne pytanie. A wy na to pytanie odpowiedzieć możecie. Otóż: co byście czytelnicy zrobili, gdybyście dostali 150k euro na film? I to z Wenecji, i to z festiwalową gwarancją? Pewnie byście, drodzy czytelnicy, nie stwarzali drugiego Wołynia (i niech was ręka smarzowska broni) tylko byście wzięli zrobili coś co jest po pierwsze uniwersalne, po drugie bezkompromisowe, a po trzecie wasze. I mam wrażenie, że właśnie to zrobił Czekaj: wziął te swoje dzieciaki z ich trudnym (i dotychczas sentymentalnie-rozświetlonym – i tak, zdaje sobie sprawę z „Ciemnego pokoju…”, ale podtrzymuje swoje zdanie) wchodzeniem w dojrzałość i potraktował je bezkompromisowo uniwersalnie i uniwersalnie bezkompromisowo. Może nie zachłysnęłam się formą, ale na pewno nie pozwalam hejtować zawartości. Ot, co.

About Ania Kitowska

Autorka opinii przyjmowanych przez aklamację i samozwańczy zbawca frekwencji na polskich filmach.