Planeta Singli, amerykańskie precedensy i najgłupsze pomysły świata.

Premiera była jakieś dwa miesiące temu, a ja, uwierzcie lub nie, film właśnie mniej więcej wtedy obejrzałam. Ale wpisu świat nie ujrzał. Usprawiedliwia mnie kilka rzeczy, od posuchy polskokinowej po fakt, że soboty i niedziele mam ostatnimi czasy pracujące. Do tego (nie uwierzycie) wiele znaków wskazuję, że jednak obronię magisterkę. Jak widać, prowadzę lajfstajl, lajfstajl prowadzi mnie i tak chwiejnym krokiem zmierzamy do kolejnych sensownych kinowych podbojów.

Ale, ale! Nie jest tak, że nic. Byłam przecież na seansie Planety Singli. Też pewnie byliście, bo statystycznie wpadacie mi w te prawie dwumilionową publiczność. I co? Czy padłam porażona „wreszcie dobrą polską komedią romantyczną”, którą użytkownicy Filmwebu, publiczność o tyle niedoceniająca rodzimego kina, co demokratycznie wybredna, ocenili na 7,7 (czyli dużo lepiej niż takie Social Network i tylko ciutkę mniej niż Requiem dla Snu, a co ciekawe, dokładnie tyle samo co Kiler)? No, nie padłam, sorry.

Rozbiło się, jak to często bywa, o kwestię oczekiwań. Jakie mam oczekiwania idąc na komedię romantyczną? Wcale nie muszę mieć zdjęć Żala i braku happy endu. Wystarczy mi niegłupio zagrany niegłupi scenariusz. A jak twórcy chcą żebym się na filmie śmiała, to owszem mogę się śmiać, ale musi być śmiesznie. A twórcy Planety Singli trochę nie mogą się zdecydować co jest śmieszniejsze – pigułka gwałtu czy alkoholizm jednego z kandydatów na nie-singla. Do tego dołóżmy scenariuszowo nieatrakcyjną panią od muzyki uosabiającą najgorsze stereotypy o laskach po pedagogice wczesnoszkolnej (tj. brzydkie swetry, średnia intelektualność, desperackie poszukiwania męża). Agnieszka Więdłocha jest śliczna jak obrazek i z osobowością, która zasługuje na więcej niż granie ameby – wojowniczej, ale wciąż ameby. I to takiego sortu, który dla byle fortepianu idzie na moralnie bardzo wątpliwy układ. Brr, scenarzyści, brr!

Seksistowski Stuhr, Snująca się Stenka, Obowiązkowy Wdowiec, Obowiązkowy Gej, Pyskata Córka, Wkręcony Domagała – galeria postaci jest zdecydowanie płaska i mało skłaniająca mnie do zaciskania kciuków za powodzenie ich życia uczuciowego, życia towarzyskiego czy życia w ogóle na ten przykład. Poza tym nie mogę oglądać na ekranie Joanny Jarmołowicz nie pamiętając o tym, że kilka tygodni wcześniej widziałam film dokumentalny o tym jak… nie dostała się do szkoły aktorskiej. Na koniec – dzięki Planeto Singli za zmasakrowanie (słowo gimnazjalne jak i gimnazjalna fantazja twórcy koncertowej sceny) hitu Marka Grechuty. Ckliwo, wtórnie i z lekkim fałszem.

Widzicie, Planeta Singli to taki film, którego nie chce się jakoś szczególnie hejtować, bo poza brakiem wyższych wartości filmowych zapewnia on nam średniej jakości i odsmażoną, ale jednak rozrywkę. Pisać o nim, jednak, szczególnie nie chce. Szczególnie dlatego, że miało być dobrze, a tymczasem bardziej to już się na tej nieszczęsnej „Słabej płci” śmiałam.

Tymczasem przyszła wiosna, pomidory mniej pachną brudną wodą, a bardziej pachną brudnymi rękami na działce. Premiera nowego Pieprzycy ma się odbyć w moje najbliższe urodziny, po majówce czeka nas przerażający-ekscytujący polski musical, a do tego jeszcze Mariko Saga dostała od PISFu hajsy na swoją własną fabułę. Całkiem spoko.

W całkiem-spoko nurcie polecam wam też moje serialowe odkrycie sezonu, a może i dwóch czyli American Crime Story: People vs. OJ Simpson. Dla otrzaskanych w szalonych latach 90tych i amerykańskich pop-penitencjarnych aktualnościach ten serial jest jazdą obowiązkową. Wszyscy inni (nawet ci, dla których końcowy wyrok Rady Przysięgłych jest dużym spoilerem) zachwycą się wysmakowaną telewizją i wreszcie zrozumieją skąd nazwisko Kardashian wzięło się w masowej świadomości. W obsadzie ulubienice Ryana Murphy’ego ze znakomitą Sarah Paulson na czele, ale też takie niespodzianki jak John Travolta czy Ross Geller David Schwimmer. Musicie zobaczyć te (tytułowe dziś u mnie) amerykańskie precedensy.

A tytułowe najgłupsze pomysły? Tytułowe najgłupsze pomysły, moi drodzy, to nieco oczywisty, ale co roku równie frustrujący potencjalny tytuł trzeciej odsłony „O wyższości wszystkiego innego nad polską telewizją”. Która to odsłona już niebawem.

About Ania Kitowska

Autorka opinii przyjmowanych przez aklamację i samozwańczy zbawca frekwencji na polskich filmach.